Pliki cookies

Używamy plików cookies niezbędnych do działania i bezpieczeństwa strony. Za Twoją zgodą włączymy też statystyki odwiedzin (Google Analytics), żeby wiedzieć, co ulepszać. Zgodę możesz w każdej chwili zmienić w ustawieniach cookies. Więcej w polityce cookies.

„Pompa ciepła nie działa przy -20°C” – sprawdzamy, jak jest naprawdę

Ten argument pada niemal w każdej rozmowie o pompach ciepła: „fajnie, ale u nas zdarzają się mrozy poniżej -20°C, a wtedy to urządzenie i tak nie da rady”. Brzmi logicznie…

19 10 pompa ciepla przy minus 20

Ten argument pada niemal w każdej rozmowie o pompach ciepła: „fajnie, ale u nas zdarzają się mrozy poniżej -20°C, a wtedy to urządzenie i tak nie da rady”. Brzmi logicznie – skoro pompa ciepła czerpie energię z powietrza, a mroźne powietrze ma jej mniej, to niby skąd ma wziąć ciepło? Sprawdźmy, co w tym stwierdzeniu jest prawdą, a co uproszczeniem, które od lat krąży w rozmowach sąsiedzkich i komentarzach pod artykułami.

Skąd bierze się ten mit?

Mit ma swoje korzenie w prawdziwym zjawisku fizycznym – to nie jest wymysł bez podstaw. Starsze konstrukcje pomp ciepła, sprzed kilkunastu lat, rzeczywiście traciły znaczną część efektywności przy głębokim mrozie, a niektóre modele budżetowe faktycznie miały problem z pracą poniżej określonej temperatury granicznej. Ten obraz utrwalił się w świadomości wielu osób i jest powielany, mimo że technologia od tamtego czasu poszła wyraźnie do przodu.

Do tego dochodzi czynnik psychologiczny – „-20°C” brzmi jak liczba nie do pokonania, ekstremum, przy którym każde urządzenie musi się poddać. W praktyce nowoczesne pompy ciepła powietrze-woda są projektowane i testowane właśnie pod kątem pracy w takich warunkach, bo w krajach skandynawskich, gdzie ta technologia jest bardzo popularna, głębokie mrozy to standardowa część sezonu grzewczego, nie wyjątek.

Jak fizycznie działa pompa ciepła przy niskiej temperaturze?

Pompa ciepła nie potrzebuje „ciepłego” powietrza w potocznym rozumieniu – potrzebuje powietrza cieplejszego niż czynnik chłodniczy krążący w jej obiegu. Nawet przy -20°C powietrze wciąż zawiera energię cieplną powyżej zera absolutnego (-273°C), a właśnie tę różnicę temperatur pompa ciepła wykorzystuje, sprężając czynnik chłodniczy i oddając ciepło do instalacji grzewczej domu.

To trochę jak z lodówką działającą w odwrotną stronę – lodówka odbiera ciepło z wnętrza (mimo że jest tam już chłodno) i oddaje je na zewnątrz przez skraplacz z tyłu urządzenia. Pompa ciepła robi dokładnie to samo, tylko w drugą stronę: odbiera ciepło z zimnego powietrza na zewnątrz i oddaje je do wnętrza domu. Zasada fizyczna działa niezależnie od tego, czy na zewnątrz jest 5°C, czy -20°C – zmienia się tylko to, ile pracy trzeba włożyć, żeby tę energię przenieść.

Co naprawdę się zmienia przy głębokim mrozie?

Prawdą jest, że wraz ze spadkiem temperatury zewnętrznej maleje efektywność pompy ciepła, wyrażana współczynnikiem COP. Im większa różnica temperatur między powietrzem na zewnątrz a wymaganą temperaturą zasilania instalacji, tym więcej energii elektrycznej potrzeba, żeby uzyskać tę samą ilość ciepła. To fizyka, nie wada konstrukcyjna – i dotyczy każdej technologii grzewczej korzystającej z powietrza jako źródła ciepła, nie tylko pomp ciepła.

W praktyce oznacza to, że przy -20°C pompa ciepła zużywa więcej prądu na wyprodukowanie tej samej ilości ciepła niż przy 5°C. Nie oznacza to jednak, że przestaje działać – dobrze dobrane urządzenie w dalszym ciągu ogrzewa dom, tylko przy nieco wyższym zużyciu energii w te najzimniejsze dni w sezonie, których w typowej polskiej zimie jest zwykle niewiele.

Co to jest punkt biwalentny i dlaczego ma znaczenie?

Producenci pomp ciepła podają w dokumentacji technicznej tak zwany punkt biwalentny – temperaturę, poniżej której urządzenie może potrzebować wsparcia dodatkowego źródła ciepła, najczęściej grzałki elektrycznej wbudowanej w system. To nie jest oznaka awarii ani niedoskonałości – to świadomie zaprojektowany mechanizm zabezpieczający, który uruchamia się tylko w ekstremalnych warunkach, żeby zagwarantować komfort cieplny bez względu na pogodę.

Nowoczesne pompy ciepła powietrze-woda, dobrze dobrane do budynku, mają punkt biwalentny ustawiony bardzo nisko – często w okolicach -15°C do -20°C, a niektóre modele radzą sobie samodzielnie jeszcze niżej. Oznacza to, że grzałka wspomagająca włącza się rzadko, tylko w te kilka najbardziej ekstremalnych dni w roku, a nie przez większość sezonu grzewczego, jak sugeruje popularny mit.

Dlaczego dobór mocy urządzenia ma tu kluczowe znaczenie?

Wiele negatywnych opinii o „pompach ciepła, które nie dają rady zimą” wynika nie z wady technologii, tylko z błędu na etapie doboru urządzenia. Jeśli moc pompy ciepła dobrano zbyt oszczędnie względem realnego zapotrzebowania cieplnego budynku – na przykład po to, żeby obniżyć koszt zakupu – to właśnie w najmroźniejsze dni urządzenie może nie nadążać z ogrzaniem domu do komfortowej temperatury.

To nie problem samej pompy ciepła jako technologii, tylko efekt złego doboru mocy do konkretnego budynku. Rzetelny audyt cieplny, uwzględniający metraż, izolacyjność ścian, wielkość okien i strefę klimatyczną, w której leży dom, pozwala dobrać urządzenie tak, żeby poradziło sobie nawet w najzimniejsze dni typowe dla danej lokalizacji – podobnie jak w przypadku doboru instalacji grzejnikowej współpracującej z pompą.

Jak wygląda to w polskim klimacie w praktyce?

Temperatury rzędu -20°C zdarzają się w Polsce, ale są zjawiskiem incydentalnym, a nie normą trwającą całą zimę – w większości regionów kraju takie dni to pojedyncze epizody w sezonie, nie tygodnie. Przez większość sezonu grzewczego temperatury oscylują w przedziale od kilku stopni powyżej zera do kilkunastu stopni mrozu, gdzie efektywność pompy ciepła pozostaje wysoka.

To oznacza, że nawet jeśli w skrajnie mroźny dzień urządzenie zużyje nieco więcej energii albo skorzysta ze wsparcia grzałki, ten epizod ma marginalny wpływ na całoroczny bilans kosztów ogrzewania. Znacznie ważniejsza dla rocznych rachunków jest efektywność w typowych warunkach zimowych, które dominują w sezonie grzewczym – a te pompa ciepła obsługuje sprawnie.

Co pokazuje przykład krajów skandynawskich?

Warto spojrzeć na rynki, gdzie mroźne zimy to codzienność, a nie wyjątek. W Norwegii, Szwecji czy Finlandii pompy ciepła są jednym z dominujących źródeł ogrzewania domów jednorodzinnych – i to w klimacie, w którym temperatury poniżej -20°C bywają czymś więcej niż incydentalnym epizodem. Gdyby ta technologia rzeczywiście przestawała działać w takich warunkach, trudno byłoby wytłumaczyć jej powszechność właśnie w tamtych krajach.

To nie znaczy, że polski i skandynawski klimat są identyczne – różnią się choćby długością sezonu grzewczego. Pokazuje to jednak, że sama obecność głębokich mrozów w kalendarzu zimowym nie dyskwalifikuje pompy ciepła jako rozwiązania – liczy się dobór konkretnego modelu do lokalnych warunków, tak jak robi się to od lat w krajach nordyckich.

Jak zminimalizować zużycie energii w najmroźniejsze dni?

Nawet przy prawidłowo dobranej pompie ciepła da się ograniczyć wzrost zużycia energii podczas głębokich mrozów. Kilka praktycznych kroków, które mają realny wpływ:

  • Utrzymanie stałej temperatury w domu, zamiast jej obniżania w ciągu dnia i podwyższania wieczorem – dogrzewanie wychłodzonego domu wymaga więcej energii niż utrzymanie stabilnej temperatury.
  • Sprawna wentylacja z odzyskiem ciepła, jeśli dom jest w nią wyposażony – ogranicza straty ciepła uciekającego z powietrzem wywiewanym na zewnątrz.
  • Regularna konserwacja jednostki zewnętrznej – oczyszczanie parownika z liści, śniegu czy lodu poprawia efektywność wymiany ciepła.
  • Odpowiednio dobrana krzywa grzewcza, ustawiona przez instalatora pod konkretny budynek – źle skonfigurowana krzywa może niepotrzebnie podnosić temperaturę zasilania, a tym samym zużycie energii.

Żaden z tych kroków nie zmienia fizyki działania urządzenia, ale razem potrafią zauważalnie obniżyć koszt eksploatacji właśnie w te najbardziej wymagające dni sezonu.

Alternatywa: pompa gruntowa jako rozwiązanie dla wyjątkowo mroźnych regionów

Jeśli komuś szczególnie zależy na stałej, niezależnej od pogody efektywności przez cały rok, wartą rozważenia alternatywą jest gruntowa pompa ciepła, która czerpie energię z gruntu o stałej, niezależnej od pogody temperaturze na pewnej głębokości. Jej efektywność praktycznie nie zależy od tego, czy na zewnątrz jest -5°C, czy -20°C – co bywa atrakcyjne dla działek w regionach o wyjątkowo surowym mikroklimacie, choć wiąże się z wyższym kosztem inwestycji związanym z odwiertami lub kolektorem gruntowym.

Jak sprawdzić, czy konkretny model poradzi sobie w Twojej okolicy?

Zamiast polegać na obiegowych opiniach, warto poprosić instalatora o kartę katalogową konkretnego modelu z wykresem COP w funkcji temperatury zewnętrznej oraz informacją o punkcie biwalentnym. To dokument, który pokazuje realne parametry, a nie marketingowe hasła.

Dobry instalator odniesie te parametry do strefy klimatycznej, w której znajduje się Twój dom, oraz do jego zapotrzebowania cieplnego wyliczonego w audycie. Dopiero taka analiza, a nie ogólne przekonanie o mrozach, pozwala ocenić, czy konkretne urządzenie faktycznie sobie poradzi.

Najczęstsze pytania o pracę pompy ciepła w mrozie

Czy pompa ciepła może zamarznąć podczas mrozu? Sama jednostka zewnętrzna jest zaprojektowana do pracy w niskich temperaturach i ma wbudowane mechanizmy odszraniania parownika. To normalny element cyklu pracy, nie usterka.

Czy w bardzo mroźny dzień w domu będzie zimno? Przy prawidłowo dobranej mocy urządzenia – nie. System z grzałką wspomagającą utrzyma zadaną temperaturę nawet w skrajnych warunkach, kosztem chwilowo wyższego zużycia prądu.

Czy warto dopłacić za model o niższym punkcie biwalentnym? To zależy od strefy klimatycznej i częstotliwości głębokich mrozów w danej lokalizacji – dla większości domów w centralnej Polsce standardowy model dobry pod kątem mocy do budynku w zupełności wystarcza.

Czy grzałka elektryczna wspomagająca znacząco podnosi rachunki? Włącza się rzadko, tylko w skrajnie mroźne dni, których w typowym polskim sezonie grzewczym jest niewiele. Jej wpływ na roczny bilans kosztów ogrzewania jest zwykle marginalny w porównaniu z efektywnością pompy ciepła w pozostałej części sezonu.

Czy stary dom bez pełnego ocieplenia poradzi sobie z pompą ciepła w mroźną zimę? To zależy od realnego zapotrzebowania cieplnego budynku, nie od samego faktu, że mróz bywa głęboki. Dobór odpowiedniej mocy urządzenia do konkretnego domu, uwzględniający jego stan izolacji, rozstrzyga tę kwestię skuteczniej niż ogólne przekonania o klimacie.

Podsumowanie – mit obalony, ale z zastrzeżeniem

Stwierdzenie „pompa ciepła nie działa przy -20°C” jest fałszywe w odniesieniu do nowoczesnych, prawidłowo dobranych urządzeń – działają, tylko z nieco niższą efektywnością, co jest naturalnym zjawiskiem fizycznym, a nie wadą technologii. Prawdziwym zagrożeniem dla komfortu cieplnego w mroźne dni nie jest sama pompa ciepła, tylko błędny dobór jej mocy do budynku na etapie zakupu – decyzja podjęta bez rzetelnego audytu cieplnego, w pośpiechu albo wyłącznie na podstawie ceny.

Mit o „-20°C” jest wygodny, bo brzmi jak prosta, jednoznaczna odpowiedź na skomplikowane pytanie o dobór ogrzewania. Rzeczywistość, jak to zwykle bywa, jest bardziej złożona – i bardziej korzystna dla pompy ciepła, niż sugeruje popularne przekonanie.

Zastanawiasz się, czy pompa ciepła poradzi sobie z zimą w Twojej okolicy? Skontaktuj się z A2 Energy – sprawdzimy zapotrzebowanie cieplne Twojego domu i dobierzemy urządzenie, które da radę nawet w najmroźniejsze dni sezonu.

Autor wpisu

Adam Kozłowski

Współzałożyciel i serwisant

Adam montuje i uruchamia pompy ciepła, a potem serwisuje urządzenia, które zamontowaliśmy. Służył w wojsku razem z Arkiem. Wiedzą dzieli się na naszym blogu i w grupach o pompach ciepła na Facebooku.

Zadzwoń do Adama: 603 287 918 Poniedziałek do piątku, 8:00 do 17:00 Poznaj nasz zespół